Beata BĘDKOWSKA - malarstwo
powrót
powrot.gif (804 bytes)
6 - 27 kwiecień 2009 r.
wernisaż 6 marca, godzina 17.00
Urodzona w 1975 r.
Studia na Wydziale Grafiki Akademi Sztuk Pięknych w Krakowie. Dyplom w 2000 r. w Pracownii
Projektowania Książki prof. Romana Banaszewskiego. Uprawia malarstwo oraz grafikę użytkową.
Członek Związku Polskich Artystów Plastyków oraz Stowarzyszenia Chorzowskich Artystów Plastyków.

1998 r. stypendium w Ecole de Beaux Artes w Tuluzie;
1999 r. stypendium w Escuela Superior de Diseńo Grafico „Elisava” w Barcelonie;
1999 r. stypendium artystyczne Prezydenta Miasta Sosnowca;
2008 r. główna nagroda w Konkursie „Mistrzowska Kreacja”, w kategorii „Kalendarz autorski”;

Wystawy indywidualne:
1994 r. PLSP w Dąbrowie Górniczej;
1998 r. Miejska Galeria Sztuki w Zawierciu;
2009 r. Miejska Galeria Sztuki „MM” w Chorzowie;

Wystawy zbiorowe:
2007 r. Wystawy SChAP:
Galeria Miejska, Iserlohn (Niemcy),
Villa Heros, Remagen (Niemcy),
X Jesienna Wystawa SChAP, Miejska Galeria Sztuki „MM” w Chorzowie;
2008 r. XI Wystawa SChAP, Miejska Galeria Sztuki „MM” w Chorzowie.



BEATA BĘDKOWSKA
„JAK W ŻYCIU”

Czy malarstwo to część życia? – w ujęciu encyklopedycznym tak. Czy jest życiem? – są tacy, którzy to mogą potwierdzić. Ich nazwiska są powszechnie znane. Zwykle bardziej niż dzieła, na których wyrosły. Picasso, Dali, Van Gogh – ich legenda przysłoniła potrzebę obcowania z codziennym źródłem estetycznych i duchowych przeżyć jakim jest kontakt z malarstwem. Internet sprawia, że mogąc wywołać sobie Guernicę ruchem palca, nie potrzebujemy niczego już co jest mniej znane, mniej prestiżowe,
a szczególnie tańsze. To przekonanie, płynie z braku wrażliwości ducha i otępienia umysłu, pogłębianego przez globalistyczną propagandę. Ta filozofia chytrego parweniusza zubaża nasz umysł o możność wymiany myśli z artystą – bliźnim. Artystą, którego nasze wzdęte ego nie pozwala wystarczająco docenić. Przecież my, nasz palec, nasz klawisz pozwala wierzyć, że rozmawiamy z Picassem na cóż więc truć sobie głowę jakimś młodym twórcą, nie widywanym w TVP-Kultura ani nawet w Polsacie. Po co przejmować zakres wrażliwości drugiego człowieka skoro potrafimy bez tego zarobić, na co zatem ta sztuka? „Ludziom-kieszeniom” jej istnienie wydać się może podejrzane a wręcz nieopłacalne. Zapominamy, że sztuka w mediach nie istnieje. Ona żyje wśród nas i tylko jej codzienne tętno, bezpośredni dotyk pozwalają pojąć jej sens.
Gdy zobaczyłem obrazy Beaty Będkowskiej w Internecie nie mogłem w pełni odczuć cichego kobiecego szeptu, który z nich dobiega. Delikatnego, skromnego i pełnego intymnego wdzięku. Dopiero oglądane w mieszkaniu malarki, odsłaniają swoją prawdziwą tożsamość. Opowiadając o stanach duszy
w różnych klimatach, różnych porach dnia nie używają wielkich słów, patetycznych sformułowań. Prace młodej malarki nie puszą się rozwiązaniami zapewniającymi szum mediów. Bliższy im wydaje się szum cykad. Szok czy skandal - gwarantujące wysoką oglądalność w krótkim czasie są obce ich autorce.
Obrazy Beaty nie są „jak w telewizji”. Są jak w życiu. W cichej rozmowie o rzeczach powszednich, przekonują iż mogą być one niezwykłe, podczas gdy niezwykłości powszednieją... Dopiero dotyk farby i ślad pędzla uświadamia nam rolę malarstwa w zwykłym, codziennym bytowaniu. Jak może je rozświetlać
i jak pomóc w znoszeniu samotności. Samotności w pustce pełnego supermarketu.
Beata Będkowska – absolwentka krakowskiej ASP studiowała również w Barcelonie, doskonaliła oko we Francji, skąd wróciła… no, zgadnijcie gdzie?... – Do Chorzowa. Szanujmy ją za tę heroiczną decyzję.
Nie lekceważmy (jak to zwykle bywa) debiutu młodej artystki, która postanawia nie uciekać ze Śląska.

Piotr Szmitke
Galeria otwarta pon.-pt. 10.00-18.00 oraz w sob. 10.00-14.00
8491